Miesięczne archiwum: Styczeń 2016

Kolor sezonu – pudrowy róż na 2016

Zastanawiacie się jaki kolor warto nosić w 2016 roku. Koniecznie subtelny pudrowy róż. Będzie rządzić w dodatkach, w połączeniu z błękitem.

W sklepach pojawiają się nowe kolekcje wiosenno-letnie, czas wyprzedaży już za nami. Najwyższy czas pomyśleć w jakie fasony i kolory zainwestować w najbliższym sezonie Wiosna-Lato 2016. Czy biel i szarość to jedyne kolory, które należy mieć w swojej letniej szafie. Polecamy nasz artykuł na temat najmodniejszych kolorów sezonu

PUDROWY RÓŻ

Pudrowy róż to kolor, który zdecydowanie będzie królował tego lata, oczywiście w połączeniu z błękitem oraz brzoskwinią. Dlatego jeśli zastanawiasz się jaką torebkę, pasek lub buty zakupić, koniecznie rozglądaj się za pudrowym różem. Stylowe baletki w letnim odcieniu różu, mała torebka lub cienki pasek to podstawa. Pomyśl również o zwiewnej sukience do kolana w kolorze pudrowym lub stylowej bluzeczce dzianinowej, która w połączeniu z jasnymi jeansami oraz sportowymi butami, będzie wyglądać super. Nie bój się połączenia z białymi dodatkami, a nawet czerwienią i brzoskwinią. Pudrowy róż lubi odważne duety. Bardzo dobrze komponuje się z nim złoto.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532659/s/4d38eee8/sc/3/l/0L0Skobieta0Bpl0Cmoda0Cporady0Czobacz0Cartykul0Ckolor0Esezonu0Epudrowy0Eroz0Ena0E20A160C/story01.htm

Nowa kampania marki COS 2016

Najnowsza kampania marki COS, bardzo nam się podoba. Nie możemy się doczekać wiosny

MARKA COS uwielbiana przez Polki wraca z wiosennymi propozycjami. Kolekcja na Wiosnę – Lato 2016, jest minimalistyczna, stylowa i bardzo subtelna. Piękne koszulowe bluzki i kardigany, spodnie w odcieniach beżu, białe tuniki. Wszystko utrzymane w klimacie klasycznego, modernistycznego klimatu. Patrząc na tę kolekcję tęsknimy za wiosną.

INTRYGUJĄCA PROSTOTA I KOJĄCA NOWOCZESNOŚĆ NOWEJ KOLEKCJI COS

Precyzyjne konstrukcje w swobodnym wydaniu, rzemieślnicze niuanse oraz odkrywanie na nowo tego, co bliskie – to główne motywy kolekcji COS na wiosnę-lato 2016. 

Wzornictwo linii damskiej zmierza w stronę redukcji i reinterpretacji kobiecej klasyki. Od bawełnianej kurtki parki w kolorze piaskowca – którą pozbawiono zbędnych detali – przez prosty biały kombinezon z pasem po miękką marynarkę bez konstrukcji, wykonaną z lejącej wiskozy w odcieniu rumianego beżu. Dobrze znane ubrania powracają w tym sezonie w niespotykanych dotąd wcieleniach: prochowiec stał się kopertową spódnicą, a strzępiony brzeg białej sukienki z bawełnianego płótna przywołuje wykończenie kieszeni dżinsów. Faktura piaskowej jedwabnej sukienki z odkrytymi plecami naśladuje organiczny kształt piaszczystych wydm z fotografii Renate Aller. Dzięki perłowej marszczonej tkaninie projekt ten ma równie intrygujący – jak nieustannie rzeźbiony przez wiatr ląd – co kojący charakter.

Popularność i funkcjonalność dżinsu czyni go istotnym materiałem w kolekcji. Wykonano z niego łatwy w noszeniu kombinezon czy przewrotny top – zdobiony nawiązującym do rozporka zamkiem – połączony z przestronnymi spodniami. Uniwersalność tej tkaniny nabiera nowego znaczenia w sukience z niekonwencjonalnego marszczonego denimu, której fartuchowy panel można nosić spięty z przodu, tyłu lub wiszący luźno. Zakładki i drapowania wydają się równie misterne, co nonszalanckie: szczególnie w przypominających origami krótkich rękawach lekkiego płaszcza z technicznej dzianiny, czy przeskalowanych falbanach lśniącej lnianej spódnicy, które układają się w symetryczne fale. Starannie wykonane, subtelne wykończenia podkreślono naturalną paletą kamiennych i piaskowych odcieni.

Krawiectwo dla mężczyzn oparto o marynarki z wełnianej piki bez podszewek. Dopasowane do nich spodnie – uszyte z jednego kawałka tkaniny – prezentują nowoczesne podejście do klasycznej konstrukcji. Krój sięgających bioder płaszczy został zaktualizowany. Wykonano je z gęstego bawełnianego diagonalu, a lekką kurtkę –  z przydymionego transparentnego tworzywa ze zgrzewanymi szwami. Funkcjonalność kolekcji podkreśla także stalowoszary kombinezon z bawełnianej popeliny, a także wykonana z denimu marynarka o uproszczonych klapach i obszerny top z dekoltem w łódkę.

Piękno odręcznych linii w minimalistycznych pracach holenderskiego artysty Jana Schoonhovena zainspirowało wzór nieregularnych prążków drukowany na miejskich płaszczach, lub żakard, z którego wykonano top z jednoczęściowymi rękawami. Deseń ten w zbliżeniu przedstawia poziome pasy składające się z ręcznie rysowanych drobnych pionowych kresek – wykorzystano go także na koszuli z bawełnianej krepy z płaskim kołnierzykiem. Równolegle w kolekcji występują delikatne marszczenia. Luźno opływające ciało – skrojone z kwadratu – topy i koszule zestawiono z obszernymi spodniami, którym kształtu nadają pojedyncze przednie i podwójne tylne plisy.

Wśród akcesoriów dla kobiet znajdują się wiązane skórzane sandały w odcieniu szarej bieli i japonki z gołębiego nubuku na drewnianej platformie. Geometryczną metalową biżuterię uzupełniają elementy sprasowanego dżinsu z recyklingu. Dla mężczyzn przygotowano otwarte sandały z kwadratowym przodem wykonane z surowo ciętej czarnej skóry oraz białe skórzane sportowe buty zapinane na rzep. Plecak z płótna w kolorze denimu został wykończony czarną skórzaną lamówką. Wełnianą chustę w odcieniach kamienia zdobi nadruk odręcznie rysowanych kwadratów.

 

Sprawdź też inne kolekcje na sezon Wiosna-Lato 2016

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532659/s/4d322160/sc/3/l/0L0Skobieta0Bpl0Cmoda0Ctrendy0Czobacz0Cartykul0Cnowa0Ekampania0Emarki0Ecos0E20A160C/story01.htm

Czerwień w kolekcji La Mania 2016

La Mania to polska marka luksusowa, która doskonale oddaje światowe trendy. W najnowszej sesji dominuje czerń i czerwień. Jak Wam się podoba?

Czerwień, czerń, granat. Najnowsza kolekcja marki La Mania jak zawsze podkreśla wagę klasycznych kolorów i kobiecych form. Dlatego znajdziecie w niej całą gamę eleganckich sukienek, idealnych na wyjątkowy wieczór lub bal karnawałowy. Zachwycająco prezentują się czerwone suknie oraz czarne kombinezony ze złotymi wstawkami. Zobaczcie najnowszą kolekcję La Mania na nadchodzący sezon.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532659/s/4d30f14d/sc/3/l/0L0Skobieta0Bpl0Cmoda0Ctrendy0Czobacz0Cartykul0Cczerwien0Ew0Ekolekcji0Ela0Emania0E20A160C/story01.htm

Kobiety Dekady Glamour: Anna Mucha

10 LAT TEMU… byłam niezwykle ekspresyjna (śmiech). Nadal mam swoje zdanie, coś do powiedzenia i kiedy się we mnie gotuje, buzują emocje, to wiem, że nie mogę odpuszczać. Ale dziś mam może w sobie większą dozę tolerancji i nie mam już takiej potrzeby zmieniania świata jak kiedyś.

MARZYŁAM WTEDY… o tym, żeby się rozwijać zawodowo. Dlatego pojechałam do Nowego Jorku do szkoły aktorskiej Lee Strasberga. Stany dały mi pewność siebie, wyleczyły z kompleksów. Nie zakładałam tego, nie wiedziałam, że tak na mnie podziała tamta rzeczywistość. Chciałam się uczyć i wykorzystać czas jak najlepiej. Stany były takim progiem, z którego mogłam się wybić, dały mi power i poczucie, że powinnam być wdzięczna za każdy dzień, który przeżywam. Bo robię to, co lubię. A to, że mogę się z tego utrzymać, uważam za powód do dumy.

DZIŚ… jestem Kobietą Dekady Glamour. I to bardzo miłe uczucie. Zwłaszcza kiedy słyszy się, że cały ten biznes to pięć minut sławy. Mam poczucie, że to mnie zobowiązuje, żeby robić więcej i zostać wybraną raz jeszcze za kolejne 10 lat. A dziś pcham wózek na Manhattanie i to mnie uszczęśliwia. Generalnie nie boję się ludzi i świata, ale bywa, że boję się o kogoś. Chcę, żeby moja córka miała taką samą twardą skórę jak ja. Staram się jej nie wyręczać. Zabezpieczać ją, ale nie robić nic za nią. Ma dopiero półtora roku, ale taką radość i siłę w sobie, że z przyjemnością na nią patrzę. Do dzieła, córeczko! Jeśli czegoś należy się bać, to… ona jest tą, której należy się bać (śmiech).

DZIELĘ TERAZ SWÓJ CZAS… między życie prywatne i pracę. Teatr daje mi poczucie spełnienia aktorskiego. Mogę na żywo w każdej chwili doświadczać tego, czy to, co robię, się podoba. I to jest fantastyczne, uskrzydlające, uniezależniające. W Stanach uczyłam się nawiązywać kontakt, nie chcę mówić: flirtować z publicznością, ale prowadzić ją. Chociaż bywa, że recenzję spektaklu ilustruje się moim zdjęciem w sukience z głębokim dekoltem – bo mam świadomość, że jestem sprowadzana do wymiaru cycków i kawałka tłuszczu – to kiedy opada kurtyna, czuję, że przedstawienie jest naprawdę niezłe.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2d022545/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Eanna0Emucha0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Anna Przybylska

10 LAT TEMU… stałam u progu wielkiej niewiadomej. Byłam ciągle jeszcze trochę dzieckiem, a już wchodziłam na nieznany teren pod tytułem „macierzyństwo”. Dokładnie 10 lat temu urodziła się moja córka Oliwia. Tych 9 miesięcy było najpiękniejszym czasem w moim życiu. Jak to będzie? Jaka ona będzie? Jakim ja stanę się człowiekiem? Czy się zmienię? Czy podołam byciu mamą? Ta niepewność i niewiedza – fajny stan… Nigdy później czegoś takiego już nie doświadczyłam.

Zawodowo też dużo się działo. Kręciłam film za filmem. Kolejni reżyserzy i producenci mówili: „Anka, to jest twoja przełomowa rola!”. A dla mnie nic nie było ważniejsze od córeczki, która miała się urodzić. Nie przejmowałam się, że coś mi ucieknie. Wiedziałam, że jestem młoda i wszystko jeszcze przede mną.

MARZYŁAM O… dobrych rolach i o tym, żeby móc pracować z wielkimi artystami, których podziwiałam, odkąd byłam nastolatką. Prywatnie – o tym, żeby zamieszkać z Jarkiem i z Oliwią za granicą. Wszystko to się spełniło.

DZISIAJ JESTEM… dziewczyną z takim samym temperamentem jak 10 lat temu, ale dojrzalszą niż wtedy. Zawodowo coraz mniej jestem aktorką, a coraz bardziej modelką. Żartuję, że jestem „ambasadorką wszystkiego”, i mówię to bardzo ironicznie, ale z miłością, bo zupełnie mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie – cieszę się, że im mniej jest mnie w mediach, tym bardziej mnie chcą.

CZUJĘ SIĘ SZCZĘŚLIWA, KIEDY… widzę uśmiech na twarzach moich dzieci. Jestem dumna, że tej miłości, jaka jest między nimi, ja ich nauczyłam.

DOCENIAM… absolutnie wszystko. Że przyszła wiosna. Że jestem zdrowa, mam fajnych przyjaciół i że ktoś się do mnie uśmiechnął na ulicy, bo mnie rozpoznał.

BOJĘ SIĘ… przemijania. Zawsze czułam lęk przed tym, że będę się brzydko starzeć, ale myślałam, że potrafię się pogodzić z upływem czasu. Niestety mam z tym problem i to mnie strasznie wkurza. Przeraża mnie, że w dzisiejszych czasach skupiamy się na miałkich, nieważnych rzeczach. Że ludzi ocenia się po wyglądzie. Wiem, że jakiś plotkarski portal kiedyś będzie porównywać moje zdjęcia teraz i 10 lat temu. Świat, w którym żyjemy, jest pokręcony. Dlatego w pewnym momencie powiem „stop”. I zrobię to bez żalu.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cf75d78/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Eanna0Eprzybylska0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Dominika Kulczyk-Lubomirska

10 LAT TEMU… byłam w innym momencie życia: świeżo po studiach, krótko po ślubie, stawiałam pierwsze zawodowe kroki. Wszystkiego dopiero się uczyłam i to mnie pochłaniało. Powstawał wtedy Stary Browar i bez reszty wciągnął mnie ten projekt.

Przeczytałam kiedyś, że pierwsza praca niesamowicie kształtuje człowieka na dalsze życie – zawodowe i niezawodowe. W moim przypadku tak właśnie było. Nauczyłam się, że wszystko trzeba robić na sto procent i zrozumiałam, że trzeba się ciągle rozwijać.

NAUCZYŁAM SIE WTEDY… że jeśli wierzysz w to, co robisz, masz gwarancję sukcesu. Zrozumiałam to na początku swojej drogi zawodowej i tego trzymam się do dziś.

PLANOWAŁAM… założenie rodziny. Nasz synek Jeremi ma już 9 lat, więc wtedy zaczynałam myśleć o dzieciach. Moje życie kręciło się co prawda wokół pracy, podróży i spraw społecznych, ale chciałam część tej energii skierować na rodzinę. Czułam, że to mi pozwoli zachować w życiu równowagę.

DZISIAJ… ciągle jestem sobą, ale ta „ja” trochę się zmieniła. 10 lat temu byłam debiutującym dorosłym człowiekiem. Moja prawdziwa podróż do samej siebie zaczęła się, kiedy zostałam mamą. Nie można notorycznie zadawać sobie pytań o to, kim jesteś i co chcesz robić. W pewnym momencie musisz się zdefiniować i zacząć iść pewnie do celu. Zrobiłam to z uwagi na dzieci, bo one potrzebują rodziców, którzy są silni i ukształtowani. Dzieci dały mi siłę. Dla nich jestem tą fajniejszą sobą.

JESTEM DUMNA… zawsze, kiedy widzę, że udało nam się z mężem przekazać dzieciom to, w co sami wierzymy.

CZUJĘ SIĘ SZCZĘŚLIWA… kiedy mogę spać dłużej niż do 6.30, poleniuchować i zjeść ekstremalnie późne śniadanie w weekend. I kiedy widzę w oczach mojego męża, że jest ze mnie dumny. Kiedy jestem z bliskimi, jest beztrosko, mocno grzeje słońce i czuje się w powietrzu dobrą energię.

BOJĘ SIĘ… bać. Uczę się oswajać strach. Strach to najgorszy doradca.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cecbc46/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Edominika0Ekulczyk0Elubomirska0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Maria Peszek

10 LAT TEMU… byłam przede wszystkim aktorką, która osiągnęła dużo jak na młody wiek. Miałam na koncie sporo ważnych nagród. Za sobą wspaniałe współprace z niezwykłymi reżyserami teatralnymi, wybitnymi postaciami. Ale też czułam, że teatr przestaje mi wystarczać, że coś się we mnie zawodowo wypala.

Praca przynosi za dużo bólu, a za mało daje radości i wolności. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego to mnie tak męczy. I doszłam do wniosku, że tam zawsze jestem elementem czyjejś wyobraźni, częścią większej całości. Doszłam do czegoś, co było rewolucyjne – że nie jestem osobą, która dobrze się czuje w chórze. Lubię być na scenie główną postacią, lubię, jak światła są skierowane na mnie. To było wyzwalające i oczyszczające. Skoro tak jest, to muszę znaleźć taki rodzaj ekspresji, który mi to umożliwi. Muzyka zawsze we mnie siedziała, tylko nie umiałam do niej trafić.

BARDZO CHCIAŁAM… nauczyć się mówić o swoim świecie swoim językiem i na własnych warunkach. I to się udało. Całkiem niedawno – na ostatniej płycie. I jeszcze marzyłam, żeby dobrze się czuć z własną wolnością. Dziś umiem ją ogarnąć, nie męczy mnie.

ŻAŁUJĘ… może tego, że zbyt długo wydawało mi się, że muszę wszystkiemu sprostać. Nie znosiłam momentów przestoju, nie umiałam ich sobie zaplanować. Teraz je doceniam. Przez lata pracy w teatrze nauczyłam się, żeby nigdy nie zawodzić tych, którzy kupili bilety. Dziś wiem, że środek ciężkości leży gdzie indziej.

MAM NADZIEJĘ, że nie będę mieć problemu z przemijaniem. Bo tez nigdy podstawowym kryterium określającym mnie nie była uroda. Moje piękno jest gdzie indziej, nie w tym obiegowym znaczeniu.

DZIŚ JESTEM KOBIETA DEKADY GLAMOUR… i to jest dla mnie kompletnie nieistotne, co nie znaczy, że nie mam do tego wyboru szacunku. Ale to ludzie są dla mnie istotni.

JESTEM SZCZĘŚLIWA, GDY… widzę, że to, co robię, ma znaczenie dla innych. Jestem teraz w trasie, gram w dużych miastach, ale też tych całkiem niewielkich. Na koncerty przychodzą osoby w każdym wieku, każdej płci. Kiedy słyszę od ludzi po koncercie, że śpiewam o tym, co jest dla nich bardzo ważne, i że daję im prawo do poczucia się dobrze z samymi sobą – jestem szczęśliwa. Zdarzyło mi się wzruszyć na scenie i mieć zdławione gardło właśnie przez reakcje ludzi. Ostatnio w Gdańsku śpiewałam: „Nie urodzę syna…”, a ludzie wtórowali, zagłuszając mnie kompletnie. Mężczyźni i kobiety. Nie było co zbierać (śmiech). W warszawskim Och-teatrze w rocznicę 10 kwietnia śpiewałam „Sorry Polsko” i „Szarą flagę”. A publiczność na stojąco razem ze mną. To było głębokie przeżycie. Nagrody są naprawdę nieistotne w porównaniu z tym, co dają mi ludzie. To jest szczęście, ale powiem, że przeżyłabym, gdybym tego nie dostawała. Bo ta płyta była ważna także dla mnie.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cd1d51d/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Emaria0Epeszek0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Gosia Baczyńska

10 LAT TEMU BYŁAM… kilka miesięcy po pierwszym pokazie w Warszawie i kilka miesięcy przed następnym. Szukałam sponsora. Przygotowywałam dokumenty uwiarygadniające moje modowe dokonania (jakże nikłe z dzisiejszego punktu widzenia).

Na spotkania z potencjalnymi partnerami pokazu chodziłam razem z kolegą. Udawaliśmy megaprofesjonalistów. On w garniturze, ja z rasową skórzaną teczką pożyczoną od siostry. Pieniądze dostałam, bo byłam przekonująca. Nie z powodu owej teczki, tylko jasnej wizji, jak ten pokaz ma wyglądać, czego oczekuję, a co jest dla mnie nie do zaakceptowania.

MARZYŁAM… o tym, żeby to, co robię, było na najwyższym poziomie. Chciałam wyznaczać trendy, odkrywać nowe kierunki. Stworzyć świetną pracownię, a wreszcie własną przestrzeń: butik i atelier w jednym.

DZISIAJ JESTEM DUMNA… a wręcz bardzo dumna z tego, że spełniłam wszystkie moje marzenia sprzed kilkunastu lat! Stworzyłam absolutnie niezwykłe miejsce: concept store i atelier przy ul. Floriańskiej 6 na warszawskiej Pradze. Można w nim kupić akcesoria tych samych światowych projektantów, których rzeczy sprzedają najlepsze butiki i concept store’y na świecie. To są produkty dla wyrobionego, wymagającego odbiorcy. Takiego, który wie, co w modzie piszczy… Floriańska 6 mogłaby być w każdym miejscu na świecie i wszędzie wzbudzałaby zachwyt. To też jest dla mnie powód do dumy!

CZUJĘ SIĘ SZCZĘŚLIWA, GDY… To są krótkie momenty, chwile, gdy coś mi się udaje. Gdy odkryję jakieś wspaniałe, nieoczywiste połączenie, skojarzenie. I kiedy okazuje się, że intuicja twórcza wciąż mnie nie zawodzi.

NAJWAŻNIEJSZE JEST… aby jak najmocniej uczestniczyć w życiu i w tym, co nam oferuje. Ciągle być ciekawym świata i otaczającej nas rzeczywistości. Dziwić się, dociekać, sprzeciwiać, buntować, ale też otwierać na to, co nowe.

ŻAŁUJĘ, ŻE 10 LAT TEMU NIKT MI NIE POWIEDZIAŁ, ŻE… mam nie czekać, aż zrobię to, co mam do zrobienia, i dopiero wtedy żyć, tylko czerpać z młodości, ile się da! A ponieważ zawsze miałam więcej obowiązków, niż byłam w stanie „przerobić” w ciągu doby, to młodość przeleciała mi niepostrzeżenie. Owszem, sporo imprezowałam, ale też wiele przyjemności życia odkładałam na później. Dziś myślę, że to był błąd.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cb94aff/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Egosia0Ebaczynska0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Monika Brodka

NAJWAŻNIEJSZE SĄ DLA MNIE wolność i kreatywność. Kiedyś czułam dysonans między tym, co wykonywałam, a tym, jaką byłam osobą. Dziś staram się do procesu tworzenia podchodzić egoistycznie.

10 LAT TEMU… byłam na początku drogi artystycznej. Przeprowadziłam się do Warszawy. Ustawiłam priorytety. Najważniejsza była wtedy szkoła i wydanie pierwszego albumu. Mam mocny charakter, zawsze byłam mocna. Od najmłodszych lat nauczona obowiązkowości. Chodziłam do zwykłej podstawówki i do muzycznej, po zajęciach miałam próby z zespołem taty, wyjazdy. Opuszczałam szkołę, a potem nadrabiałam obowiązki. W takim rytmie zostałam wychowana, starałam się nie zmieniać tego, kiedy zamieszkałam sama w Warszawie. Starałam się siebie ani swoich bliskich nie zawodzić.

CHCE MI SIĘ ŚMIAĆ… kiedy przypominam sobie swoje poglądy sprzed lat. Zawsze były wyraziste i nie miałam problemów z tym, żeby je wyrażać. Ale kiedy z dzisiejszymi doświadczeniami przypominam sobie swoje pierwsze wywiady, uśmiecham się pod nosem. Wtedy wydawało mi się, że wszystko wiem i wszystkie rozumy pozjadałam. Chyba każdy to w życiu przechodzi (śmiech). Jedno się nie zmieniło. Nie lubię mówić o sobie. Są przyjemniejsze rzeczy niż udzielanie wywiadów.

ŻAŁUJĘ… „Non, je ne regrette rien” – niczego nie żałuję.

JESTEM SZCZĘŚLIWA… gdy zrobię kolację dla znajomych. Bardzo lubię gotować i jeść. Dobre jedzenie przynosi prawie orgazmiczne doznania (śmiech). Lubię uczyć się nowych rzeczy. Lubię też testować nowe restauracje. To, co na mnie spadło w ostatnim roku, to podróże po całym świecie. I to jest świetne, że gramy sporo koncertów w różnych krajach. Na początku bałam się, że język polski może być dla ludzi barierą, ale nią nie jest. Wręcz przeciwnie, to egzotyczny dodatek. Jesteśmy kolorowi, roztańczeni, dobrze odbierani. Najfajniej było chyba w Austin w Teksasie, na festiwalu South by Southwest. Zupełnie niesamowity czas, mnóstwo różnorodnej muzyki i cały amerykański show-biznes w jednym miejscu. Niezapomniany wyjazd. W porównaniu do gigantów rocka nie żyję wcale rockandrollowo, jestem małą mróweczką (śmiech). Wczoraj zagrałam jeden z najlepszych koncertów w życiu – w Krakowie. Widziałam satysfakcję na twarzach ludzi, na twarzach tych, którzy grali ze mną. To było dla nich coś więcej niż tylko praca. Nie zawsze na scenie jest taka atmosfera, a to cieszy jak cholera.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cb36588/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Emonika0Ebrodka0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Reni Jusis

10 LAT TEMU… przygotowywałam się do wydania swojej najważniejszej płyty. To była „Trans Misja”. Nie wiedziałam jeszcze, że uda mi się otworzyć nią nowy rozdział życia.

Singiel „Kiedyś cię znajdę” tak wystrzelił, że w końcu wszyscy byli nim zmęczeni. Czułam się oszołomiona życiem koncertowym, grałam ich 20 w miesiącu. Byłam niewolnikiem pracy. Nie wyobrażałam sobie życia bez muzyki i tego, że mogłabym założyć rodzinę.

BYŁAM WTEDY… uzależniona od życia imprezowego. Imprezy były sensem istnienia. Nie zaczynało się koncertu wcześniej niż o drugiej w nocy, dopiero o północy schodzili się ludzie. Byłam już gotowa: pióra na głowie, full makijaż. Wcześniej spałam do 20. Bawiliśmy się w wielkiej, kolorowej grupie. I wszyscy byliśmy albo w związkach, które nas nie satysfakcjonowały, albo samotni. Mieliśmy taki klub samotnych serc. Spalaliśmy się w pracy i nie mieliśmy dokąd wrócić. Żyłam tak szybko, że w tym wszystkim nie było mnie.

DZIŚ… jak nie przesypiam nocy – bo mam roczną córkę, – to podpieram się nosem, dawniej zarwana noc nie robiła na mnie wrażenia. Moje życie stało się bardzo przewidywalne. Nie mogę nagle zniknąć, pojechać na śniadanie do innego miasta. Tęsknię trochę za tamtą spontanicznością, za ciszą. Bo liczba pytań, które mają moje dzieci, jest nieskończona. Już wiem, że strasznie mi brakowało gniazda. Rodzina przywróciła mnie do pionu. To poczucie, że coś budujesz i masz w kimś oparcie, nieważne, co się wydarzy, jest nie do przecenienia.

NAUCZYŁAM SIĘ… logistyki życia. Dawniej nie wyrabiałam się z jedną rzeczą. A teraz robota pali mi się w rękach. Przy dzieciach nie ma czasu na depresję, bo one wstają i uśmiechają się do ciebie. A miewałam różne stany.

ŚMIEJĘ SIĘ DZISIAJ… z siebie sprzed lat. Jadłam wszystko „low fat”, „low sugar”, ale naszpikowane chemią. Łykałam rano garść suplementów i chodziłam na siłownię. Moja wiedza na temat zdrowego odżywiania opierała się na tekstach, które czytałam u fryzjera.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2ca98e25/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Ereni0Ejusis0C/story01.htm

Powered by WPeMatico