Archiwa tagu: Glamour

Kobiety Dekady Glamour: Anna Mucha

10 LAT TEMU… byłam niezwykle ekspresyjna (śmiech). Nadal mam swoje zdanie, coś do powiedzenia i kiedy się we mnie gotuje, buzują emocje, to wiem, że nie mogę odpuszczać. Ale dziś mam może w sobie większą dozę tolerancji i nie mam już takiej potrzeby zmieniania świata jak kiedyś.

MARZYŁAM WTEDY… o tym, żeby się rozwijać zawodowo. Dlatego pojechałam do Nowego Jorku do szkoły aktorskiej Lee Strasberga. Stany dały mi pewność siebie, wyleczyły z kompleksów. Nie zakładałam tego, nie wiedziałam, że tak na mnie podziała tamta rzeczywistość. Chciałam się uczyć i wykorzystać czas jak najlepiej. Stany były takim progiem, z którego mogłam się wybić, dały mi power i poczucie, że powinnam być wdzięczna za każdy dzień, który przeżywam. Bo robię to, co lubię. A to, że mogę się z tego utrzymać, uważam za powód do dumy.

DZIŚ… jestem Kobietą Dekady Glamour. I to bardzo miłe uczucie. Zwłaszcza kiedy słyszy się, że cały ten biznes to pięć minut sławy. Mam poczucie, że to mnie zobowiązuje, żeby robić więcej i zostać wybraną raz jeszcze za kolejne 10 lat. A dziś pcham wózek na Manhattanie i to mnie uszczęśliwia. Generalnie nie boję się ludzi i świata, ale bywa, że boję się o kogoś. Chcę, żeby moja córka miała taką samą twardą skórę jak ja. Staram się jej nie wyręczać. Zabezpieczać ją, ale nie robić nic za nią. Ma dopiero półtora roku, ale taką radość i siłę w sobie, że z przyjemnością na nią patrzę. Do dzieła, córeczko! Jeśli czegoś należy się bać, to… ona jest tą, której należy się bać (śmiech).

DZIELĘ TERAZ SWÓJ CZAS… między życie prywatne i pracę. Teatr daje mi poczucie spełnienia aktorskiego. Mogę na żywo w każdej chwili doświadczać tego, czy to, co robię, się podoba. I to jest fantastyczne, uskrzydlające, uniezależniające. W Stanach uczyłam się nawiązywać kontakt, nie chcę mówić: flirtować z publicznością, ale prowadzić ją. Chociaż bywa, że recenzję spektaklu ilustruje się moim zdjęciem w sukience z głębokim dekoltem – bo mam świadomość, że jestem sprowadzana do wymiaru cycków i kawałka tłuszczu – to kiedy opada kurtyna, czuję, że przedstawienie jest naprawdę niezłe.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2d022545/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Eanna0Emucha0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Anna Przybylska

10 LAT TEMU… stałam u progu wielkiej niewiadomej. Byłam ciągle jeszcze trochę dzieckiem, a już wchodziłam na nieznany teren pod tytułem „macierzyństwo”. Dokładnie 10 lat temu urodziła się moja córka Oliwia. Tych 9 miesięcy było najpiękniejszym czasem w moim życiu. Jak to będzie? Jaka ona będzie? Jakim ja stanę się człowiekiem? Czy się zmienię? Czy podołam byciu mamą? Ta niepewność i niewiedza – fajny stan… Nigdy później czegoś takiego już nie doświadczyłam.

Zawodowo też dużo się działo. Kręciłam film za filmem. Kolejni reżyserzy i producenci mówili: „Anka, to jest twoja przełomowa rola!”. A dla mnie nic nie było ważniejsze od córeczki, która miała się urodzić. Nie przejmowałam się, że coś mi ucieknie. Wiedziałam, że jestem młoda i wszystko jeszcze przede mną.

MARZYŁAM O… dobrych rolach i o tym, żeby móc pracować z wielkimi artystami, których podziwiałam, odkąd byłam nastolatką. Prywatnie – o tym, żeby zamieszkać z Jarkiem i z Oliwią za granicą. Wszystko to się spełniło.

DZISIAJ JESTEM… dziewczyną z takim samym temperamentem jak 10 lat temu, ale dojrzalszą niż wtedy. Zawodowo coraz mniej jestem aktorką, a coraz bardziej modelką. Żartuję, że jestem „ambasadorką wszystkiego”, i mówię to bardzo ironicznie, ale z miłością, bo zupełnie mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie – cieszę się, że im mniej jest mnie w mediach, tym bardziej mnie chcą.

CZUJĘ SIĘ SZCZĘŚLIWA, KIEDY… widzę uśmiech na twarzach moich dzieci. Jestem dumna, że tej miłości, jaka jest między nimi, ja ich nauczyłam.

DOCENIAM… absolutnie wszystko. Że przyszła wiosna. Że jestem zdrowa, mam fajnych przyjaciół i że ktoś się do mnie uśmiechnął na ulicy, bo mnie rozpoznał.

BOJĘ SIĘ… przemijania. Zawsze czułam lęk przed tym, że będę się brzydko starzeć, ale myślałam, że potrafię się pogodzić z upływem czasu. Niestety mam z tym problem i to mnie strasznie wkurza. Przeraża mnie, że w dzisiejszych czasach skupiamy się na miałkich, nieważnych rzeczach. Że ludzi ocenia się po wyglądzie. Wiem, że jakiś plotkarski portal kiedyś będzie porównywać moje zdjęcia teraz i 10 lat temu. Świat, w którym żyjemy, jest pokręcony. Dlatego w pewnym momencie powiem „stop”. I zrobię to bez żalu.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cf75d78/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Eanna0Eprzybylska0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Dominika Kulczyk-Lubomirska

10 LAT TEMU… byłam w innym momencie życia: świeżo po studiach, krótko po ślubie, stawiałam pierwsze zawodowe kroki. Wszystkiego dopiero się uczyłam i to mnie pochłaniało. Powstawał wtedy Stary Browar i bez reszty wciągnął mnie ten projekt.

Przeczytałam kiedyś, że pierwsza praca niesamowicie kształtuje człowieka na dalsze życie – zawodowe i niezawodowe. W moim przypadku tak właśnie było. Nauczyłam się, że wszystko trzeba robić na sto procent i zrozumiałam, że trzeba się ciągle rozwijać.

NAUCZYŁAM SIE WTEDY… że jeśli wierzysz w to, co robisz, masz gwarancję sukcesu. Zrozumiałam to na początku swojej drogi zawodowej i tego trzymam się do dziś.

PLANOWAŁAM… założenie rodziny. Nasz synek Jeremi ma już 9 lat, więc wtedy zaczynałam myśleć o dzieciach. Moje życie kręciło się co prawda wokół pracy, podróży i spraw społecznych, ale chciałam część tej energii skierować na rodzinę. Czułam, że to mi pozwoli zachować w życiu równowagę.

DZISIAJ… ciągle jestem sobą, ale ta „ja” trochę się zmieniła. 10 lat temu byłam debiutującym dorosłym człowiekiem. Moja prawdziwa podróż do samej siebie zaczęła się, kiedy zostałam mamą. Nie można notorycznie zadawać sobie pytań o to, kim jesteś i co chcesz robić. W pewnym momencie musisz się zdefiniować i zacząć iść pewnie do celu. Zrobiłam to z uwagi na dzieci, bo one potrzebują rodziców, którzy są silni i ukształtowani. Dzieci dały mi siłę. Dla nich jestem tą fajniejszą sobą.

JESTEM DUMNA… zawsze, kiedy widzę, że udało nam się z mężem przekazać dzieciom to, w co sami wierzymy.

CZUJĘ SIĘ SZCZĘŚLIWA… kiedy mogę spać dłużej niż do 6.30, poleniuchować i zjeść ekstremalnie późne śniadanie w weekend. I kiedy widzę w oczach mojego męża, że jest ze mnie dumny. Kiedy jestem z bliskimi, jest beztrosko, mocno grzeje słońce i czuje się w powietrzu dobrą energię.

BOJĘ SIĘ… bać. Uczę się oswajać strach. Strach to najgorszy doradca.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cecbc46/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Edominika0Ekulczyk0Elubomirska0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Maria Peszek

10 LAT TEMU… byłam przede wszystkim aktorką, która osiągnęła dużo jak na młody wiek. Miałam na koncie sporo ważnych nagród. Za sobą wspaniałe współprace z niezwykłymi reżyserami teatralnymi, wybitnymi postaciami. Ale też czułam, że teatr przestaje mi wystarczać, że coś się we mnie zawodowo wypala.

Praca przynosi za dużo bólu, a za mało daje radości i wolności. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego to mnie tak męczy. I doszłam do wniosku, że tam zawsze jestem elementem czyjejś wyobraźni, częścią większej całości. Doszłam do czegoś, co było rewolucyjne – że nie jestem osobą, która dobrze się czuje w chórze. Lubię być na scenie główną postacią, lubię, jak światła są skierowane na mnie. To było wyzwalające i oczyszczające. Skoro tak jest, to muszę znaleźć taki rodzaj ekspresji, który mi to umożliwi. Muzyka zawsze we mnie siedziała, tylko nie umiałam do niej trafić.

BARDZO CHCIAŁAM… nauczyć się mówić o swoim świecie swoim językiem i na własnych warunkach. I to się udało. Całkiem niedawno – na ostatniej płycie. I jeszcze marzyłam, żeby dobrze się czuć z własną wolnością. Dziś umiem ją ogarnąć, nie męczy mnie.

ŻAŁUJĘ… może tego, że zbyt długo wydawało mi się, że muszę wszystkiemu sprostać. Nie znosiłam momentów przestoju, nie umiałam ich sobie zaplanować. Teraz je doceniam. Przez lata pracy w teatrze nauczyłam się, żeby nigdy nie zawodzić tych, którzy kupili bilety. Dziś wiem, że środek ciężkości leży gdzie indziej.

MAM NADZIEJĘ, że nie będę mieć problemu z przemijaniem. Bo tez nigdy podstawowym kryterium określającym mnie nie była uroda. Moje piękno jest gdzie indziej, nie w tym obiegowym znaczeniu.

DZIŚ JESTEM KOBIETA DEKADY GLAMOUR… i to jest dla mnie kompletnie nieistotne, co nie znaczy, że nie mam do tego wyboru szacunku. Ale to ludzie są dla mnie istotni.

JESTEM SZCZĘŚLIWA, GDY… widzę, że to, co robię, ma znaczenie dla innych. Jestem teraz w trasie, gram w dużych miastach, ale też tych całkiem niewielkich. Na koncerty przychodzą osoby w każdym wieku, każdej płci. Kiedy słyszę od ludzi po koncercie, że śpiewam o tym, co jest dla nich bardzo ważne, i że daję im prawo do poczucia się dobrze z samymi sobą – jestem szczęśliwa. Zdarzyło mi się wzruszyć na scenie i mieć zdławione gardło właśnie przez reakcje ludzi. Ostatnio w Gdańsku śpiewałam: „Nie urodzę syna…”, a ludzie wtórowali, zagłuszając mnie kompletnie. Mężczyźni i kobiety. Nie było co zbierać (śmiech). W warszawskim Och-teatrze w rocznicę 10 kwietnia śpiewałam „Sorry Polsko” i „Szarą flagę”. A publiczność na stojąco razem ze mną. To było głębokie przeżycie. Nagrody są naprawdę nieistotne w porównaniu z tym, co dają mi ludzie. To jest szczęście, ale powiem, że przeżyłabym, gdybym tego nie dostawała. Bo ta płyta była ważna także dla mnie.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cd1d51d/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Emaria0Epeszek0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Gosia Baczyńska

10 LAT TEMU BYŁAM… kilka miesięcy po pierwszym pokazie w Warszawie i kilka miesięcy przed następnym. Szukałam sponsora. Przygotowywałam dokumenty uwiarygadniające moje modowe dokonania (jakże nikłe z dzisiejszego punktu widzenia).

Na spotkania z potencjalnymi partnerami pokazu chodziłam razem z kolegą. Udawaliśmy megaprofesjonalistów. On w garniturze, ja z rasową skórzaną teczką pożyczoną od siostry. Pieniądze dostałam, bo byłam przekonująca. Nie z powodu owej teczki, tylko jasnej wizji, jak ten pokaz ma wyglądać, czego oczekuję, a co jest dla mnie nie do zaakceptowania.

MARZYŁAM… o tym, żeby to, co robię, było na najwyższym poziomie. Chciałam wyznaczać trendy, odkrywać nowe kierunki. Stworzyć świetną pracownię, a wreszcie własną przestrzeń: butik i atelier w jednym.

DZISIAJ JESTEM DUMNA… a wręcz bardzo dumna z tego, że spełniłam wszystkie moje marzenia sprzed kilkunastu lat! Stworzyłam absolutnie niezwykłe miejsce: concept store i atelier przy ul. Floriańskiej 6 na warszawskiej Pradze. Można w nim kupić akcesoria tych samych światowych projektantów, których rzeczy sprzedają najlepsze butiki i concept store’y na świecie. To są produkty dla wyrobionego, wymagającego odbiorcy. Takiego, który wie, co w modzie piszczy… Floriańska 6 mogłaby być w każdym miejscu na świecie i wszędzie wzbudzałaby zachwyt. To też jest dla mnie powód do dumy!

CZUJĘ SIĘ SZCZĘŚLIWA, GDY… To są krótkie momenty, chwile, gdy coś mi się udaje. Gdy odkryję jakieś wspaniałe, nieoczywiste połączenie, skojarzenie. I kiedy okazuje się, że intuicja twórcza wciąż mnie nie zawodzi.

NAJWAŻNIEJSZE JEST… aby jak najmocniej uczestniczyć w życiu i w tym, co nam oferuje. Ciągle być ciekawym świata i otaczającej nas rzeczywistości. Dziwić się, dociekać, sprzeciwiać, buntować, ale też otwierać na to, co nowe.

ŻAŁUJĘ, ŻE 10 LAT TEMU NIKT MI NIE POWIEDZIAŁ, ŻE… mam nie czekać, aż zrobię to, co mam do zrobienia, i dopiero wtedy żyć, tylko czerpać z młodości, ile się da! A ponieważ zawsze miałam więcej obowiązków, niż byłam w stanie „przerobić” w ciągu doby, to młodość przeleciała mi niepostrzeżenie. Owszem, sporo imprezowałam, ale też wiele przyjemności życia odkładałam na później. Dziś myślę, że to był błąd.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cb94aff/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Egosia0Ebaczynska0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Monika Brodka

NAJWAŻNIEJSZE SĄ DLA MNIE wolność i kreatywność. Kiedyś czułam dysonans między tym, co wykonywałam, a tym, jaką byłam osobą. Dziś staram się do procesu tworzenia podchodzić egoistycznie.

10 LAT TEMU… byłam na początku drogi artystycznej. Przeprowadziłam się do Warszawy. Ustawiłam priorytety. Najważniejsza była wtedy szkoła i wydanie pierwszego albumu. Mam mocny charakter, zawsze byłam mocna. Od najmłodszych lat nauczona obowiązkowości. Chodziłam do zwykłej podstawówki i do muzycznej, po zajęciach miałam próby z zespołem taty, wyjazdy. Opuszczałam szkołę, a potem nadrabiałam obowiązki. W takim rytmie zostałam wychowana, starałam się nie zmieniać tego, kiedy zamieszkałam sama w Warszawie. Starałam się siebie ani swoich bliskich nie zawodzić.

CHCE MI SIĘ ŚMIAĆ… kiedy przypominam sobie swoje poglądy sprzed lat. Zawsze były wyraziste i nie miałam problemów z tym, żeby je wyrażać. Ale kiedy z dzisiejszymi doświadczeniami przypominam sobie swoje pierwsze wywiady, uśmiecham się pod nosem. Wtedy wydawało mi się, że wszystko wiem i wszystkie rozumy pozjadałam. Chyba każdy to w życiu przechodzi (śmiech). Jedno się nie zmieniło. Nie lubię mówić o sobie. Są przyjemniejsze rzeczy niż udzielanie wywiadów.

ŻAŁUJĘ… „Non, je ne regrette rien” – niczego nie żałuję.

JESTEM SZCZĘŚLIWA… gdy zrobię kolację dla znajomych. Bardzo lubię gotować i jeść. Dobre jedzenie przynosi prawie orgazmiczne doznania (śmiech). Lubię uczyć się nowych rzeczy. Lubię też testować nowe restauracje. To, co na mnie spadło w ostatnim roku, to podróże po całym świecie. I to jest świetne, że gramy sporo koncertów w różnych krajach. Na początku bałam się, że język polski może być dla ludzi barierą, ale nią nie jest. Wręcz przeciwnie, to egzotyczny dodatek. Jesteśmy kolorowi, roztańczeni, dobrze odbierani. Najfajniej było chyba w Austin w Teksasie, na festiwalu South by Southwest. Zupełnie niesamowity czas, mnóstwo różnorodnej muzyki i cały amerykański show-biznes w jednym miejscu. Niezapomniany wyjazd. W porównaniu do gigantów rocka nie żyję wcale rockandrollowo, jestem małą mróweczką (śmiech). Wczoraj zagrałam jeden z najlepszych koncertów w życiu – w Krakowie. Widziałam satysfakcję na twarzach ludzi, na twarzach tych, którzy grali ze mną. To było dla nich coś więcej niż tylko praca. Nie zawsze na scenie jest taka atmosfera, a to cieszy jak cholera.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cb36588/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Emonika0Ebrodka0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Reni Jusis

10 LAT TEMU… przygotowywałam się do wydania swojej najważniejszej płyty. To była „Trans Misja”. Nie wiedziałam jeszcze, że uda mi się otworzyć nią nowy rozdział życia.

Singiel „Kiedyś cię znajdę” tak wystrzelił, że w końcu wszyscy byli nim zmęczeni. Czułam się oszołomiona życiem koncertowym, grałam ich 20 w miesiącu. Byłam niewolnikiem pracy. Nie wyobrażałam sobie życia bez muzyki i tego, że mogłabym założyć rodzinę.

BYŁAM WTEDY… uzależniona od życia imprezowego. Imprezy były sensem istnienia. Nie zaczynało się koncertu wcześniej niż o drugiej w nocy, dopiero o północy schodzili się ludzie. Byłam już gotowa: pióra na głowie, full makijaż. Wcześniej spałam do 20. Bawiliśmy się w wielkiej, kolorowej grupie. I wszyscy byliśmy albo w związkach, które nas nie satysfakcjonowały, albo samotni. Mieliśmy taki klub samotnych serc. Spalaliśmy się w pracy i nie mieliśmy dokąd wrócić. Żyłam tak szybko, że w tym wszystkim nie było mnie.

DZIŚ… jak nie przesypiam nocy – bo mam roczną córkę, – to podpieram się nosem, dawniej zarwana noc nie robiła na mnie wrażenia. Moje życie stało się bardzo przewidywalne. Nie mogę nagle zniknąć, pojechać na śniadanie do innego miasta. Tęsknię trochę za tamtą spontanicznością, za ciszą. Bo liczba pytań, które mają moje dzieci, jest nieskończona. Już wiem, że strasznie mi brakowało gniazda. Rodzina przywróciła mnie do pionu. To poczucie, że coś budujesz i masz w kimś oparcie, nieważne, co się wydarzy, jest nie do przecenienia.

NAUCZYŁAM SIĘ… logistyki życia. Dawniej nie wyrabiałam się z jedną rzeczą. A teraz robota pali mi się w rękach. Przy dzieciach nie ma czasu na depresję, bo one wstają i uśmiechają się do ciebie. A miewałam różne stany.

ŚMIEJĘ SIĘ DZISIAJ… z siebie sprzed lat. Jadłam wszystko „low fat”, „low sugar”, ale naszpikowane chemią. Łykałam rano garść suplementów i chodziłam na siłownię. Moja wiedza na temat zdrowego odżywiania opierała się na tekstach, które czytałam u fryzjera.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2ca98e25/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Ereni0Ejusis0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Anja Rubik

10 LAT TEMU… miałam dokładnie 20 lat i byłam zdecydowanie mniej pewna siebie. Świat modelingu jest ciężki dla dziewczyny, która dość wcześnie w niego wchodzi.

Chociaż byłam już zahartowana dzięki wyjazdowi do Paryża, gdy miałam 17 lat, i gdzie nagle musiałam sama o siebie zadbać: zarobić na szkołę, wynająć mieszkanie, zapłacić rachunki, sprzątać, gotować, pracować. Do tego dopiero uczyłam się francuskiego. Dla młodej kobiety, która właśnie teraz siebie poznaje, odkrywa, kim jest, co lubi, a czego nie, jest to ryzykowna sprawa. Znalezienie się w otoczeniu, które żąda tak wiele, równocześnie narzucając, jak masz się zachowywać, wyglądać i postępować, nie jest łatwe. Każdy oczekuje od ciebie czegoś innego. Ciągle jesteś osądzana i krytykowana. Można się w tym wszystkim pogubić… Mnie zajęło trochę czasu, zanim się odnalazłam, uodporniłam i nabrałam pewności siebie.

MARZYŁAM O… byciu na topie w świecie mody. Kiedy przyjechałam do Nowego Jorku, przez pierwsze miesiące szło mi tak sobie. Oznajmiłam mojej agencji, że daję im miesiąc, a potem przenoszę się do innej. A sobie powiedziałam, że jeśli nie zacznę odnosić sukcesów w ciągu roku, to pójdę na studia. Zostawiłam agencji listę najlepszych fotografów na świecie, z którymi chciałam pracować. Dziś na tej liście zostały tylko dwa nazwiska.

DZISIAJ… lubię siebie taką, jaka jestem. Ze wszystkimi wadami i zaletami. W moim życiu i zawodzie wszystko ciągle się zmienia. Często codziennie jestem w innym mieście, kraju, hotelu. Wokół mnie wciąż są nowi ludzie. Czasami trudno to znieść fizycznie i psychicznie, a zachłysnąć się światem mody jest łatwo. Dlatego cieszę się, kiedy wracam do domu, do Sashy albo rodziców i siostry w Polsce i odkrywam, że nadal jestem sobą.

JESTEM DUMNA… z tego, co osiągnęłam. To, jak wyglądam, bardzo pomogło mi w karierze, ale bez ciężkiej pracy, dyscypliny i otwartości na ludzi i świat nie zaszłabym tak daleko. Mam kochających rodziców, którzy wychowali mnie na silną, twardo stąpającą po ziemi kobietę. Zawsze będę im za to wdzięczna. ZAŁUJE, ZE

10 LAT TEMU NIKT MI NIE POWIEDZIAŁ, ŻE…

10 lat mija bardzo szybko i dlatego powinnam doceniać każdą chwilę. Nie żyć przyszłością, a raczej skupiać się na teraźniejszości.

ZA 10 LAT CHCIAŁABYM… być nadal taka zakochana. Gdy jestem w ramionach Sashy, mojego męża, czuję się szczęśliwa. Razem pracujemy nad wieloma projektami i często się kłócimy, bo do wielu kwestii mamy zupełnie różne podejście. Mimo to ciągle pytam go o opinię, bo jego zdanie jest dla mnie bardzo ważne. Mogę powiedzieć, że Sasha inspiruje mnie na wiele sposobów.

NIE CHCIAŁABYM… osiąść na laurach. Boję się niepowodzenia. Im więcej się osiągnie, tym więcej nowych rzeczy chce się zrobić. Nie ma nic gorszego, niż od razu się poddać, nie próbować, a potem do końca życia tego żałować. Ja wolę żałować, że coś zrobiłam, nawet kiedy wiem, że to był błąd. Wychodzę z założenia, że jak dostanę w tyłek, to też wyjdzie mi to na dobre, bo czegoś się nauczyłam.

 

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2c9c5053/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Eanja0Erubik0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Małgorzata Socha

10 LAT TEMU… skończyłam szkołę teatralną. To taki ważny i trudny moment weryfikacji umiejętności, zderzenia z rzeczywistością. Bo wymarzona praca okazuje się nieosiągalna. A ja wymarzyłam sobie, że będę aktorką warszawskiego Teatru Narodowego, ewentualnie Dramatycznego. Ale to wcale nie oznaczało, że dyrektorzy tych teatrów wymarzyli sobie mnie (śmiech).

Miałam taką nadzieję, że o mnie pomyślą, to przecież profesorzy, którzy uczyli mnie w szkole i dobrze oceniali, więc może zaproszą mnie do zespołu. Dziś już wiem, że rzadko ma się takie szczęście, żeby to, czego się pragnie, ot tak się spełniło. Trzeba o to walczyć. A może ja też nie byłam tak wyjątkowa?

OD ZAWSZE BARDZO WAŻNE BYŁO… dla mnie życie prywatne. Nawet w szkole teatralnej miałam własny kodeks, nie robiłam np. nigdy prób w niedzielę. Ten dzień był tylko dla mnie. Patrzono na to

WEBSITE.WS – Your Internet Address For Life™ ze zdziwieniem, bo w szkole pracuje się 48 godzin na dobę (śmiech). Cenię prywatność. Od lat jestem w związku z jednym mężczyzną. Myślę, że nie potafiłabym żyć sama, muszę żyć dla kogoś, potrzebuję dbać o kogoś. Nie wyobrażam już sobie siebie bez Krzysztofa. Czasem musimy o siebie walczyć. Ale bez względu na wszystko nie mam takich myśli, żeby odpuścić. Kiedy się o coś walczy, bardziej się to szanuje.

NAJWIĘKSZA RADOŚĆ… to wiadomość o tym, że zostaniemy rodzicami. Bardzo na to czekałam. Macierzyństwo nie było dla mnie trudną decyzją. Górnolotnie powiem, ale z serca: to będzie moja najważniejsza rola. Mam taki typ urody, że bardzo długo byłam „młodzieńczo” obsadzana. Od dwóch–trzech lat to się zmienia. Sama czułam się zaskoczona, kiedy po raz pierwszy, w filmie „Śniadanie do łóżka”, zostałam mamą i to od razu 8-latka. To był szok (śmiech). A potem zaczęłam o tym myśleć, intensywnie myśleć o dziecku. Już niedługo przekonam się, jakie to uczucie trzymać swoje maleństwo w ramionach.

NAUCZYŁAM SIĘ… z wielu rzeczy rezygnować. Bo jest dla kogo. Od marca mam przerwę w Teatrze 6. piętro. Grałam tam w dwóch sztukach: „Zagraj to jeszcze raz, Sam” i „Edukacji Rity”. A na stałe jestem związana z dwoma serialami. Mój dzień nie trwał 8, ale 14 godzin. Lekarz prowadzący ciążę zagroził, że własnoręcznie ściągnie mnie ze sceny (śmiech). Dobrze się czułam, ale wiem, że to czas, kiedy muszę zadbać nie tylko o siebie.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2c8f1b90/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Emalgorzata0Esocha0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Gala Kobieta Dekady Glamour

Wczorajszy wieczór wiele gwiazd spędziło na gali miesięcznika Glamour gdzie przyznano nagrody Kobieta Dekady Glamour.

Magazyn Glamour w tym roku obchodzi dziesięciolecie swojej obecności na polskim rynku. Zamiast corocznego wyboru Kobiety Roku zdecydowano, że tym razem zostaną nagrodzone najbardziej inspirujące panie ze świata show biznesu ostatniego dziesięciolecia. Specjalnie powołana kapituła w wyłącznie męskim gronie wybrała 10 laureatek.

Nagrodę Kobiety Dekady Glamour otrzymały: Monika Brodka, Małgorzata Socha, Gosia Baczyńska, Reni Jusis, Małgorzata Kożuchowska, Dominika Kulczyk-Lubomirska, Anna Mucha, Maria Peszek, Anna Przybylska i Anja Rubik
Wszystkie panie wyglądały wyjątkowo olśniewająco, niestety zarówno Anja Rubik jak i Maria Peszek oraz Ania Przybylska nie mogły być obecne z powodu zawodowych obowiązków.
Wieczór uświetnił pokaz specjalnej kolekcji Bohoboco dla Glamour, a także występy Ady Szulc wraz z DJ Adamusem oraz Lidii Kopani.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2c4d1db7/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Cgala0Ekobieta0Edekady0Eglamour0C/story01.htm

Powered by WPeMatico