Archiwum kategorii: Bez kategorii

Mój brzuch po szesnastu miesiącach ćwiczeń plus plan powrotu do kręcenia hula-hop

Ostatnio znalazłam swój pierwszy karnet na fitness z końca października 2014. Uświadomiłam sobie, że ćwiczę już szesnaście miesięcy po 1-2 godziny dziennie, ok. 5 razy w tygodniu. Jest to dosyć spora intensywność i efekty są! Może nie jakieś kosmicznie spektakularne, ale przed rozpoczęciem ćwiczeń ważyłam 48 kg, teraz ważę 53 kg i to wszystko są mięśnie! Rozmiar ubrań noszę ten sam, a ciało jest bardziej sprężyste, smukłe, wyrzeźbione i umięśnione.

Czuję się silniejsza i szczęśliwsza. Kocham ćwiczyć i bez fitnessu nie wyobrażam sobie życia. Chodzę na sztangi, stepy, zumbę, fatburning, interwały, cardio, insanity, TRXy, aeroby i różne inne ćwiczenia, gdzie połączony jest trening siłowy z cardio.

Nie mam szczególnej diety, w zasadzie jem to na co mam ochotę. Nie odmawiam sobie niczego. Jeżeli mam chęć na słodycze, czipsy, alkohol czy jakiś fast food to po prostu po nie sięgam. 🙂 Oczywiście na co dzień staram się nie spożywać tych rzeczy, ale gdy mam zachciewajkę to nie dręczę się i po prostu jem! 🙂
Staram się praktycznie w każdym posiłku dostarczać jakieś białko. W mojej diecie jest dużo jaj, mięsa zarówno drobiowego, wieprzowego i wołowego. Zaniedbuję spożywanie ryb (trzeba to zmienić). Tylko na śniadanie jem chleb, ponieważ  są to węglowodany, które dają mi energię i spalam je w przeciągu całego dnia. Porządne śniadanie i obiad to u mnie podstawa. Obiad musi składać się z mięsa, węglowodanów (zazwyczaj ziemniaki lub ryż, rzadziej kasze) i warzyw najlepiej surowych w postaci surówek.

Po treningu, który robię wieczorem, piję tylko odżywkę białkową, chyba, że jestem faktycznie głodna to dokładam do tego jakiegoś kurczaka. 😉


Mój brzuch luty 2016

Zawsze miałam fazę na punkcie swojego brzucha, marzę o kaloryferze. 😉 Kiedyś, gdy prowadziłam inny tryb życia, dużo alkoholowych imprez itd., to miałam okropnie zatłuszczony, sterczący bęben, pomimo tego, że reszta sylwetki była stosunkowo szczupła. Łeee… Nigdy więcej! 🙂

Wrzucam dla porównania aktualne zdjęcia mojego brzucha i z lutego 2014 roku, czyli sprzed dwóch lat. Jak dla mnie różnica jest ogromna i bardzo z niej się cieszę. 🙂 W ćwiczeniach nie skupiam się specjalnie na brzuchu, choć w każdym treningu pod sam koniec robi się kilka serii na tę partię mięśni. Pamiętajcie, że klasyczne brzuchy itp., nie wysmuklają i nie spalają tłuszczu, tylko wzmacniają mięśnie. Żeby pozbyć się oponki i mieć np. kaloryferek, trzeba wykonywać cardio, interwały czy np. zumba jest świetna w tej kwestii. Bieganie też pomaga!



Mój brzuch luty 2016

Mój brzuch nie jest jeszcze idealny, ale jestem na dobrej drodze do perfekcji. 🙂 Piszę o tym, ponieważ ładna sylwetka to miesiące, a nawet lata regularnego wysiłku i denerwuje mnie jak w okresie wiosennym na głupich portalach są wrzucane artykuły z metodami na płaski, umięśniony brzuch do wakacji… To jest nierealne. Trzeba co najmniej roku, dwóch lat ćwiczeń, żeby zobaczyć pierwsze zadowalające efekty.
„Do sukcesu nie ma żadnej widny, trzeba iść po schodach”. 🙂


Zastanawiam się również do powrotu nad kręceniem hula-hop chociaż 20 minut dziennie (po 10 min. na każdą stronę), żeby mieć ładniejszą, bardziej zarysowaną talię. Chciałabym zrobić taki test przez trzy miesiące do wakacji. Może uda mi się mieć talię osy. 🙂
Kręcenie hula-hop, trening na płaski brzuch i wcięcie w tali
Kręcenie hula-hop, efekty po miesięcznym treningu

Źródło: http://blogkokoszki.eu/poradnik-kokoszki/moj-brzuch-po-szesnastu-miesiacach-cwiczen-plus-plan-powrotu-do-krecenia-hula-hop-id404.html

Krem ochronny z filtrami Cera Plus Solution SPF 50 – W końcu dobry filtr do twarzy!

Już chyba trzeci rok z rzędu okres jesienno-zimowy wykorzystuję na stosowanie kosmetyków z kwasami. Sporo wolnego czasu spędzam na powietrzu, lubię wystawiać się na słońce. Zwłaszcza wiosną i latem, dlatego „kwaszenie” skóry w tym okresie raczej u mnie odpada…

Nawet przy stosowaniu kwasów zimą należy aplikować wysokie filtry, a co dopiero latem… Na promieniowanie jesteśmy narażeni także przy dużym zachmurzeniu! Kwasy plus słońce mogą równać podrażnienia skóry i co gorsze poważne, stałe przebarwienia!
Kiedyś mnie to nie przekonywało, lekceważyłam stosowanie filtrów do kwasów, ale dzięki Italianie zmądrzałam oraz znalazłam idealny dla siebie krem z filtrem – Cera Plus Solution SPF 50! 🙂
Zobacz jej wpis: Dlaczego należy stosować filtry także w zimie?

Opinia Kokoszki:

SPF to wskaźnik ochrony przed UVB, w przypadku tego kremu jest on najwyższy z możliwych, czyli SPF 50, co daje około 12 godzin ochrony przed tym promieniowaniem.

Cera Plus Solution zawiera generalnie pięć filtrów przeciwsłonecznych w tym dwa UVA, co daje mu współczynnik ochrony PPD 17. Faktor PPD informuje, ile razy zmniejszyła się dawka promieniowania UVA absorbowana przez skórę, np. PPD5 oznacza, że do skóry wnika 5 razy mniej energii promieniowania UVA. Porównałam inne kremy z filtrem i zauważyłam, że mają od 17 do 42 PPD. Najlepiej pod tym względem wypada Anthelios XL SPF 50+ La Roche Posay (50 SPF i 42 PPD), ale zawiera dużo alkoholu, dlatego go nie wybrałam.

Natomiast krem Cera Plus Solution SPF 50 ma bardzo przyjazny skład i uważam bardzo dobrą ochronę przed słoneczkiem. Co najważniejsze nie bieli i nie tłuści skóry! Jak to robił np. Ziaja Med SPF 50+ matujący tylko z nazwy krem do cery tłustej i trądzikowej. Miałam po nim taki łój na twarzy, zwłaszcza latem, że wyglądałam jak spocona świnia wysmarowana wazeliną… 😉
Cera Plus Solution SPF 50 zostawia lekko tłustą warstwę na twarzy, w końcu zawiera pantenol, glicerynę czy alantoinę. Jednak krem po jakimś czasie się wchłania, dając bardziej nawilżenie, które jest potrzebne przy stosowaniu kwasów. Idealnie nadaje się pod makijaż mineralny, świetnie współgra z podkładem Annabelle Minerals, które razem w połączeniu dają efekt nawilżenia i zmatowienia w jednym.


Cera Plus Solution SPF 50

Filtr ten nie powoduje zapychania, powstawania zaskórników i błyszczenia się cery! Czego chcieć więcej? Do tego kosztuje ok. 15 zł. Udało mi się go kupić z darmową wysyłką. 🙂 Minusem dla niektórych może być to, że jest dostępny raczej tylko przez internet.
Po za tym jest bardzo wydajny, ładnie pachnie, mnie przypomina taką „zgaszoną” pomarańczę. 🙂

Czasami krem trochę się roluje, tak jakby po przejechaniu mokrym papierem toaletowym po skórze… Nie wiem od jakiego czynnika to zależy, bo robi się tak tylko raz na jakiś czas. Jednak, gdy nakładam pędzlem podkład mineralny, to te „złuszczone” resztki kosmetyku łatwo się usuwają.

Podsumowując Cera Plus Solution SPF 50 to tani i dobrze chroniący filtr o dobrym niezapychającym składzie, który nie powoduje błyszczenia i bielenia skóry. Jak dla mnie idealny krem z filtrem, w końcu!

*Widziałam, że mają też w ofercie wersję dla cery suchej i wrażliwej (SPF 50 i PPD 25) wzbogaconej m.in. o masło shea, olej z nasion słonecznika, olej sezamowy, olej makadamia, oliwę z oliwek czy wyciąg z alg. Tak bogaty skład może się sprawdzić przy odwodnionej, bardzo suchej lub dojrzałej cerze. Dla mnie były raczej za ciężki i mógłby już tłuścić. 🙂

Opis producenta:

Krem przeznaczony jest do ochrony skóry twarzy, szyi i dekoltu przed promieniami słonecznymi. Zawiera:
Witamina E
Allantoina
Beta-karoten

Efekty:
zapewnia skuteczną i wysoką ochronę przeciwsłoneczną
nawilża, nie bieli skóry

Sposób użycia:
Nanieść obfitą ilość na oczyszczoną skórę na miejsca narażone na działanie słońca i równomiernie rozprowadzić co najmniej 15 min przed wyjściem na słońce. Nanosić ponownie dla utrzymania ochrony, zwłaszcza po spoceniu się, pływaniu lub wycieraniu ręcznikiem. Nie stosować w przypadku alergii lub nadwrażliwości na składniki kremu oraz w przypadku problemów skóry wymagającej leczenia farmakologicznego. Należy pamiętać, że produkty ochrony przeciwsłonecznej nie zapewniają pełnej ochrony i wymagają zastosowania dodatkowych środków ostrożności. Tak więc nawet przy stosowaniu produktów ochrony przeciwsłonecznej niewskazane jest długotrwałe przebywanie na słońcu, bowiem nadmierna ekspozycja na promieniowanie UV stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia. Dotyczy to szczególnie dzieci i niemowląt, które powinny być chronione przed bezpośrednim światłem słonecznym.

Źródło: http://blogkokoszki.eu/pielegnacja-twarzy/krem-ochronny-z-filtrami-cera-plus-solution-spf-50-w-koncu-dobry-filtr-do-twarzy-id400.html

Hilary Duff podkochuje się w księciu Harrym

28-letnia piosenkarka wybrała księcia Harry’ego podczas gry w dopasowywanie par w programie „The Ellen DeGeneres Show”.

Hilary Duff

/All Access Photo /East News

Harry „wygrał” z takimi gwiazdami jak Harry Styles, Drake, Leonardo DiCaprio, John Mayer, Nick Jonas i Justin Bieber.

Hilary nie jest już w związku z hokeistą Mikem, ale wyznała, że nadal są sobie bliscy.

Mamy razem wspaniałe dziecko. I oboje mamy bzika na jego punkcie. – powiedziała.

– Jesteśmy przyjaciółmi i dużo się razem śmiejemy. Dobrze się ze sobą dogadujemy i wysyłamy sobie zdjęcia syna, gdy nie spędzamy z nim wspólnie czasu. Luca jest wspaniały, my też się ze sobą świetnie dogadujemy i oby tak dalej.

Hilary i Mike ogłosili swoje rozstanie w styczniu 2014 roku po czterech latach małżeństwa. Gwiazda wyznała wcześniej, że niczego nie żałuje.

Mike i ja byliśmy w sobie bardzo zakochani. Oboje chcieliśmy się pobrać. Pracuję od 11, 12 roku życia, więc podjęcie tej decyzji w młodym wieku wydawało mi się właściwe. Może tak nie było, ale przez większość czasu byliśmy naprawdę szczęśliwi. – powiedziała.

Źródło: http://interia.pl.feedsportal.com/c/34004/f/625123/s/4d46e50b/sc/3/l/0Lkobieta0Binteria0Bpl0Cgwiazdy0Cnews0Ehilary0Eduff0Epodkochuje0Esie0Ew0Eksieciu0Eharrym0HnId0H21381160Dutm0Isource0FKobieta0Gutm0Imedium0FRSS0Gutm0Icampaign0FRSS/story01.htm

Kobiety Dekady Glamour: Anna Mucha

10 LAT TEMU… byłam niezwykle ekspresyjna (śmiech). Nadal mam swoje zdanie, coś do powiedzenia i kiedy się we mnie gotuje, buzują emocje, to wiem, że nie mogę odpuszczać. Ale dziś mam może w sobie większą dozę tolerancji i nie mam już takiej potrzeby zmieniania świata jak kiedyś.

MARZYŁAM WTEDY… o tym, żeby się rozwijać zawodowo. Dlatego pojechałam do Nowego Jorku do szkoły aktorskiej Lee Strasberga. Stany dały mi pewność siebie, wyleczyły z kompleksów. Nie zakładałam tego, nie wiedziałam, że tak na mnie podziała tamta rzeczywistość. Chciałam się uczyć i wykorzystać czas jak najlepiej. Stany były takim progiem, z którego mogłam się wybić, dały mi power i poczucie, że powinnam być wdzięczna za każdy dzień, który przeżywam. Bo robię to, co lubię. A to, że mogę się z tego utrzymać, uważam za powód do dumy.

DZIŚ… jestem Kobietą Dekady Glamour. I to bardzo miłe uczucie. Zwłaszcza kiedy słyszy się, że cały ten biznes to pięć minut sławy. Mam poczucie, że to mnie zobowiązuje, żeby robić więcej i zostać wybraną raz jeszcze za kolejne 10 lat. A dziś pcham wózek na Manhattanie i to mnie uszczęśliwia. Generalnie nie boję się ludzi i świata, ale bywa, że boję się o kogoś. Chcę, żeby moja córka miała taką samą twardą skórę jak ja. Staram się jej nie wyręczać. Zabezpieczać ją, ale nie robić nic za nią. Ma dopiero półtora roku, ale taką radość i siłę w sobie, że z przyjemnością na nią patrzę. Do dzieła, córeczko! Jeśli czegoś należy się bać, to… ona jest tą, której należy się bać (śmiech).

DZIELĘ TERAZ SWÓJ CZAS… między życie prywatne i pracę. Teatr daje mi poczucie spełnienia aktorskiego. Mogę na żywo w każdej chwili doświadczać tego, czy to, co robię, się podoba. I to jest fantastyczne, uskrzydlające, uniezależniające. W Stanach uczyłam się nawiązywać kontakt, nie chcę mówić: flirtować z publicznością, ale prowadzić ją. Chociaż bywa, że recenzję spektaklu ilustruje się moim zdjęciem w sukience z głębokim dekoltem – bo mam świadomość, że jestem sprowadzana do wymiaru cycków i kawałka tłuszczu – to kiedy opada kurtyna, czuję, że przedstawienie jest naprawdę niezłe.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2d022545/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Eanna0Emucha0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Anna Przybylska

10 LAT TEMU… stałam u progu wielkiej niewiadomej. Byłam ciągle jeszcze trochę dzieckiem, a już wchodziłam na nieznany teren pod tytułem „macierzyństwo”. Dokładnie 10 lat temu urodziła się moja córka Oliwia. Tych 9 miesięcy było najpiękniejszym czasem w moim życiu. Jak to będzie? Jaka ona będzie? Jakim ja stanę się człowiekiem? Czy się zmienię? Czy podołam byciu mamą? Ta niepewność i niewiedza – fajny stan… Nigdy później czegoś takiego już nie doświadczyłam.

Zawodowo też dużo się działo. Kręciłam film za filmem. Kolejni reżyserzy i producenci mówili: „Anka, to jest twoja przełomowa rola!”. A dla mnie nic nie było ważniejsze od córeczki, która miała się urodzić. Nie przejmowałam się, że coś mi ucieknie. Wiedziałam, że jestem młoda i wszystko jeszcze przede mną.

MARZYŁAM O… dobrych rolach i o tym, żeby móc pracować z wielkimi artystami, których podziwiałam, odkąd byłam nastolatką. Prywatnie – o tym, żeby zamieszkać z Jarkiem i z Oliwią za granicą. Wszystko to się spełniło.

DZISIAJ JESTEM… dziewczyną z takim samym temperamentem jak 10 lat temu, ale dojrzalszą niż wtedy. Zawodowo coraz mniej jestem aktorką, a coraz bardziej modelką. Żartuję, że jestem „ambasadorką wszystkiego”, i mówię to bardzo ironicznie, ale z miłością, bo zupełnie mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie – cieszę się, że im mniej jest mnie w mediach, tym bardziej mnie chcą.

CZUJĘ SIĘ SZCZĘŚLIWA, KIEDY… widzę uśmiech na twarzach moich dzieci. Jestem dumna, że tej miłości, jaka jest między nimi, ja ich nauczyłam.

DOCENIAM… absolutnie wszystko. Że przyszła wiosna. Że jestem zdrowa, mam fajnych przyjaciół i że ktoś się do mnie uśmiechnął na ulicy, bo mnie rozpoznał.

BOJĘ SIĘ… przemijania. Zawsze czułam lęk przed tym, że będę się brzydko starzeć, ale myślałam, że potrafię się pogodzić z upływem czasu. Niestety mam z tym problem i to mnie strasznie wkurza. Przeraża mnie, że w dzisiejszych czasach skupiamy się na miałkich, nieważnych rzeczach. Że ludzi ocenia się po wyglądzie. Wiem, że jakiś plotkarski portal kiedyś będzie porównywać moje zdjęcia teraz i 10 lat temu. Świat, w którym żyjemy, jest pokręcony. Dlatego w pewnym momencie powiem „stop”. I zrobię to bez żalu.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cf75d78/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Eanna0Eprzybylska0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Dominika Kulczyk-Lubomirska

10 LAT TEMU… byłam w innym momencie życia: świeżo po studiach, krótko po ślubie, stawiałam pierwsze zawodowe kroki. Wszystkiego dopiero się uczyłam i to mnie pochłaniało. Powstawał wtedy Stary Browar i bez reszty wciągnął mnie ten projekt.

Przeczytałam kiedyś, że pierwsza praca niesamowicie kształtuje człowieka na dalsze życie – zawodowe i niezawodowe. W moim przypadku tak właśnie było. Nauczyłam się, że wszystko trzeba robić na sto procent i zrozumiałam, że trzeba się ciągle rozwijać.

NAUCZYŁAM SIE WTEDY… że jeśli wierzysz w to, co robisz, masz gwarancję sukcesu. Zrozumiałam to na początku swojej drogi zawodowej i tego trzymam się do dziś.

PLANOWAŁAM… założenie rodziny. Nasz synek Jeremi ma już 9 lat, więc wtedy zaczynałam myśleć o dzieciach. Moje życie kręciło się co prawda wokół pracy, podróży i spraw społecznych, ale chciałam część tej energii skierować na rodzinę. Czułam, że to mi pozwoli zachować w życiu równowagę.

DZISIAJ… ciągle jestem sobą, ale ta „ja” trochę się zmieniła. 10 lat temu byłam debiutującym dorosłym człowiekiem. Moja prawdziwa podróż do samej siebie zaczęła się, kiedy zostałam mamą. Nie można notorycznie zadawać sobie pytań o to, kim jesteś i co chcesz robić. W pewnym momencie musisz się zdefiniować i zacząć iść pewnie do celu. Zrobiłam to z uwagi na dzieci, bo one potrzebują rodziców, którzy są silni i ukształtowani. Dzieci dały mi siłę. Dla nich jestem tą fajniejszą sobą.

JESTEM DUMNA… zawsze, kiedy widzę, że udało nam się z mężem przekazać dzieciom to, w co sami wierzymy.

CZUJĘ SIĘ SZCZĘŚLIWA… kiedy mogę spać dłużej niż do 6.30, poleniuchować i zjeść ekstremalnie późne śniadanie w weekend. I kiedy widzę w oczach mojego męża, że jest ze mnie dumny. Kiedy jestem z bliskimi, jest beztrosko, mocno grzeje słońce i czuje się w powietrzu dobrą energię.

BOJĘ SIĘ… bać. Uczę się oswajać strach. Strach to najgorszy doradca.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cecbc46/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Edominika0Ekulczyk0Elubomirska0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Gosia Baczyńska

10 LAT TEMU BYŁAM… kilka miesięcy po pierwszym pokazie w Warszawie i kilka miesięcy przed następnym. Szukałam sponsora. Przygotowywałam dokumenty uwiarygadniające moje modowe dokonania (jakże nikłe z dzisiejszego punktu widzenia).

Na spotkania z potencjalnymi partnerami pokazu chodziłam razem z kolegą. Udawaliśmy megaprofesjonalistów. On w garniturze, ja z rasową skórzaną teczką pożyczoną od siostry. Pieniądze dostałam, bo byłam przekonująca. Nie z powodu owej teczki, tylko jasnej wizji, jak ten pokaz ma wyglądać, czego oczekuję, a co jest dla mnie nie do zaakceptowania.

MARZYŁAM… o tym, żeby to, co robię, było na najwyższym poziomie. Chciałam wyznaczać trendy, odkrywać nowe kierunki. Stworzyć świetną pracownię, a wreszcie własną przestrzeń: butik i atelier w jednym.

DZISIAJ JESTEM DUMNA… a wręcz bardzo dumna z tego, że spełniłam wszystkie moje marzenia sprzed kilkunastu lat! Stworzyłam absolutnie niezwykłe miejsce: concept store i atelier przy ul. Floriańskiej 6 na warszawskiej Pradze. Można w nim kupić akcesoria tych samych światowych projektantów, których rzeczy sprzedają najlepsze butiki i concept store’y na świecie. To są produkty dla wyrobionego, wymagającego odbiorcy. Takiego, który wie, co w modzie piszczy… Floriańska 6 mogłaby być w każdym miejscu na świecie i wszędzie wzbudzałaby zachwyt. To też jest dla mnie powód do dumy!

CZUJĘ SIĘ SZCZĘŚLIWA, GDY… To są krótkie momenty, chwile, gdy coś mi się udaje. Gdy odkryję jakieś wspaniałe, nieoczywiste połączenie, skojarzenie. I kiedy okazuje się, że intuicja twórcza wciąż mnie nie zawodzi.

NAJWAŻNIEJSZE JEST… aby jak najmocniej uczestniczyć w życiu i w tym, co nam oferuje. Ciągle być ciekawym świata i otaczającej nas rzeczywistości. Dziwić się, dociekać, sprzeciwiać, buntować, ale też otwierać na to, co nowe.

ŻAŁUJĘ, ŻE 10 LAT TEMU NIKT MI NIE POWIEDZIAŁ, ŻE… mam nie czekać, aż zrobię to, co mam do zrobienia, i dopiero wtedy żyć, tylko czerpać z młodości, ile się da! A ponieważ zawsze miałam więcej obowiązków, niż byłam w stanie „przerobić” w ciągu doby, to młodość przeleciała mi niepostrzeżenie. Owszem, sporo imprezowałam, ale też wiele przyjemności życia odkładałam na później. Dziś myślę, że to był błąd.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cb94aff/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Egosia0Ebaczynska0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Monika Brodka

NAJWAŻNIEJSZE SĄ DLA MNIE wolność i kreatywność. Kiedyś czułam dysonans między tym, co wykonywałam, a tym, jaką byłam osobą. Dziś staram się do procesu tworzenia podchodzić egoistycznie.

10 LAT TEMU… byłam na początku drogi artystycznej. Przeprowadziłam się do Warszawy. Ustawiłam priorytety. Najważniejsza była wtedy szkoła i wydanie pierwszego albumu. Mam mocny charakter, zawsze byłam mocna. Od najmłodszych lat nauczona obowiązkowości. Chodziłam do zwykłej podstawówki i do muzycznej, po zajęciach miałam próby z zespołem taty, wyjazdy. Opuszczałam szkołę, a potem nadrabiałam obowiązki. W takim rytmie zostałam wychowana, starałam się nie zmieniać tego, kiedy zamieszkałam sama w Warszawie. Starałam się siebie ani swoich bliskich nie zawodzić.

CHCE MI SIĘ ŚMIAĆ… kiedy przypominam sobie swoje poglądy sprzed lat. Zawsze były wyraziste i nie miałam problemów z tym, żeby je wyrażać. Ale kiedy z dzisiejszymi doświadczeniami przypominam sobie swoje pierwsze wywiady, uśmiecham się pod nosem. Wtedy wydawało mi się, że wszystko wiem i wszystkie rozumy pozjadałam. Chyba każdy to w życiu przechodzi (śmiech). Jedno się nie zmieniło. Nie lubię mówić o sobie. Są przyjemniejsze rzeczy niż udzielanie wywiadów.

ŻAŁUJĘ… „Non, je ne regrette rien” – niczego nie żałuję.

JESTEM SZCZĘŚLIWA… gdy zrobię kolację dla znajomych. Bardzo lubię gotować i jeść. Dobre jedzenie przynosi prawie orgazmiczne doznania (śmiech). Lubię uczyć się nowych rzeczy. Lubię też testować nowe restauracje. To, co na mnie spadło w ostatnim roku, to podróże po całym świecie. I to jest świetne, że gramy sporo koncertów w różnych krajach. Na początku bałam się, że język polski może być dla ludzi barierą, ale nią nie jest. Wręcz przeciwnie, to egzotyczny dodatek. Jesteśmy kolorowi, roztańczeni, dobrze odbierani. Najfajniej było chyba w Austin w Teksasie, na festiwalu South by Southwest. Zupełnie niesamowity czas, mnóstwo różnorodnej muzyki i cały amerykański show-biznes w jednym miejscu. Niezapomniany wyjazd. W porównaniu do gigantów rocka nie żyję wcale rockandrollowo, jestem małą mróweczką (śmiech). Wczoraj zagrałam jeden z najlepszych koncertów w życiu – w Krakowie. Widziałam satysfakcję na twarzach ludzi, na twarzach tych, którzy grali ze mną. To było dla nich coś więcej niż tylko praca. Nie zawsze na scenie jest taka atmosfera, a to cieszy jak cholera.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2cb36588/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Emonika0Ebrodka0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Anja Rubik

10 LAT TEMU… miałam dokładnie 20 lat i byłam zdecydowanie mniej pewna siebie. Świat modelingu jest ciężki dla dziewczyny, która dość wcześnie w niego wchodzi.

Chociaż byłam już zahartowana dzięki wyjazdowi do Paryża, gdy miałam 17 lat, i gdzie nagle musiałam sama o siebie zadbać: zarobić na szkołę, wynająć mieszkanie, zapłacić rachunki, sprzątać, gotować, pracować. Do tego dopiero uczyłam się francuskiego. Dla młodej kobiety, która właśnie teraz siebie poznaje, odkrywa, kim jest, co lubi, a czego nie, jest to ryzykowna sprawa. Znalezienie się w otoczeniu, które żąda tak wiele, równocześnie narzucając, jak masz się zachowywać, wyglądać i postępować, nie jest łatwe. Każdy oczekuje od ciebie czegoś innego. Ciągle jesteś osądzana i krytykowana. Można się w tym wszystkim pogubić… Mnie zajęło trochę czasu, zanim się odnalazłam, uodporniłam i nabrałam pewności siebie.

MARZYŁAM O… byciu na topie w świecie mody. Kiedy przyjechałam do Nowego Jorku, przez pierwsze miesiące szło mi tak sobie. Oznajmiłam mojej agencji, że daję im miesiąc, a potem przenoszę się do innej. A sobie powiedziałam, że jeśli nie zacznę odnosić sukcesów w ciągu roku, to pójdę na studia. Zostawiłam agencji listę najlepszych fotografów na świecie, z którymi chciałam pracować. Dziś na tej liście zostały tylko dwa nazwiska.

DZISIAJ… lubię siebie taką, jaka jestem. Ze wszystkimi wadami i zaletami. W moim życiu i zawodzie wszystko ciągle się zmienia. Często codziennie jestem w innym mieście, kraju, hotelu. Wokół mnie wciąż są nowi ludzie. Czasami trudno to znieść fizycznie i psychicznie, a zachłysnąć się światem mody jest łatwo. Dlatego cieszę się, kiedy wracam do domu, do Sashy albo rodziców i siostry w Polsce i odkrywam, że nadal jestem sobą.

JESTEM DUMNA… z tego, co osiągnęłam. To, jak wyglądam, bardzo pomogło mi w karierze, ale bez ciężkiej pracy, dyscypliny i otwartości na ludzi i świat nie zaszłabym tak daleko. Mam kochających rodziców, którzy wychowali mnie na silną, twardo stąpającą po ziemi kobietę. Zawsze będę im za to wdzięczna. ZAŁUJE, ZE

10 LAT TEMU NIKT MI NIE POWIEDZIAŁ, ŻE…

10 lat mija bardzo szybko i dlatego powinnam doceniać każdą chwilę. Nie żyć przyszłością, a raczej skupiać się na teraźniejszości.

ZA 10 LAT CHCIAŁABYM… być nadal taka zakochana. Gdy jestem w ramionach Sashy, mojego męża, czuję się szczęśliwa. Razem pracujemy nad wieloma projektami i często się kłócimy, bo do wielu kwestii mamy zupełnie różne podejście. Mimo to ciągle pytam go o opinię, bo jego zdanie jest dla mnie bardzo ważne. Mogę powiedzieć, że Sasha inspiruje mnie na wiele sposobów.

NIE CHCIAŁABYM… osiąść na laurach. Boję się niepowodzenia. Im więcej się osiągnie, tym więcej nowych rzeczy chce się zrobić. Nie ma nic gorszego, niż od razu się poddać, nie próbować, a potem do końca życia tego żałować. Ja wolę żałować, że coś zrobiłam, nawet kiedy wiem, że to był błąd. Wychodzę z założenia, że jak dostanę w tyłek, to też wyjdzie mi to na dobre, bo czegoś się nauczyłam.

 

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2c9c5053/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Eanja0Erubik0C/story01.htm

Powered by WPeMatico

Kobiety Dekady Glamour: Małgorzata Socha

10 LAT TEMU… skończyłam szkołę teatralną. To taki ważny i trudny moment weryfikacji umiejętności, zderzenia z rzeczywistością. Bo wymarzona praca okazuje się nieosiągalna. A ja wymarzyłam sobie, że będę aktorką warszawskiego Teatru Narodowego, ewentualnie Dramatycznego. Ale to wcale nie oznaczało, że dyrektorzy tych teatrów wymarzyli sobie mnie (śmiech).

Miałam taką nadzieję, że o mnie pomyślą, to przecież profesorzy, którzy uczyli mnie w szkole i dobrze oceniali, więc może zaproszą mnie do zespołu. Dziś już wiem, że rzadko ma się takie szczęście, żeby to, czego się pragnie, ot tak się spełniło. Trzeba o to walczyć. A może ja też nie byłam tak wyjątkowa?

OD ZAWSZE BARDZO WAŻNE BYŁO… dla mnie życie prywatne. Nawet w szkole teatralnej miałam własny kodeks, nie robiłam np. nigdy prób w niedzielę. Ten dzień był tylko dla mnie. Patrzono na to

WEBSITE.WS – Your Internet Address For Life™ ze zdziwieniem, bo w szkole pracuje się 48 godzin na dobę (śmiech). Cenię prywatność. Od lat jestem w związku z jednym mężczyzną. Myślę, że nie potafiłabym żyć sama, muszę żyć dla kogoś, potrzebuję dbać o kogoś. Nie wyobrażam już sobie siebie bez Krzysztofa. Czasem musimy o siebie walczyć. Ale bez względu na wszystko nie mam takich myśli, żeby odpuścić. Kiedy się o coś walczy, bardziej się to szanuje.

NAJWIĘKSZA RADOŚĆ… to wiadomość o tym, że zostaniemy rodzicami. Bardzo na to czekałam. Macierzyństwo nie było dla mnie trudną decyzją. Górnolotnie powiem, ale z serca: to będzie moja najważniejsza rola. Mam taki typ urody, że bardzo długo byłam „młodzieńczo” obsadzana. Od dwóch–trzech lat to się zmienia. Sama czułam się zaskoczona, kiedy po raz pierwszy, w filmie „Śniadanie do łóżka”, zostałam mamą i to od razu 8-latka. To był szok (śmiech). A potem zaczęłam o tym myśleć, intensywnie myśleć o dziecku. Już niedługo przekonam się, jakie to uczucie trzymać swoje maleństwo w ramionach.

NAUCZYŁAM SIĘ… z wielu rzeczy rezygnować. Bo jest dla kogo. Od marca mam przerwę w Teatrze 6. piętro. Grałam tam w dwóch sztukach: „Zagraj to jeszcze raz, Sam” i „Edukacji Rity”. A na stałe jestem związana z dwoma serialami. Mój dzień nie trwał 8, ale 14 godzin. Lekarz prowadzący ciążę zagroził, że własnoręcznie ściągnie mnie ze sceny (śmiech). Dobrze się czułam, ale wiem, że to czas, kiedy muszę zadbać nie tylko o siebie.

Źródło: http://kobieta.pl.feedsportal.com/c/32989/f/532658/s/2c8f1b90/l/0L0Skobieta0Bpl0Cgwiazdy0Cemocje0Czobacz0Cartykul0Ckobiety0Edekady0Eglamour0Emalgorzata0Esocha0C/story01.htm

Powered by WPeMatico